O filmie Nie Otwieraj Oczu pisaliśmy już kilkukrotnie. Ale czy zastanawialiście, jak właściwie wyglądały istoty, przez które ludzie masowo popełniali samobójstwa? Rzeźbiarz i makijażysta, Andy Bergholtz, który pracował przy najnowszej produkcji Netflix, opublikował na swoim Instagramie kilka zdjęć, pokazujących, jak miały Druga część "Nie otwieraj oczu" została zatytułowana "Malorie", będzie kontynuacją oryginału i pokaże dalsze losy głównej bohaterki, która musi sobie radzić w nowym groźnym świecie. Pierwsza część została napisana w 2006 roku, ale do sprzedaży trafiła dopiero 8 lat później. Malerman postanowił skomentować zbliżającą W Bird BOX jest wszystko co powinno być w dobrym filmie akcji. Jest to nie wątpliwie thriller trzymający widza w napięciu do samego końca. Po długiej przerwie widzimy Sandrę Bullock w dobrej formie aktorskiej. Całość ogląda się bardzo przyjemnie co wyróżnia NIE otwieraj oczu na tle pozostałych filmowych produkcji NETFLIX. W Bezsenną Środę horrorowy bestseller - "NIE OTWIERAJ OCZU" Josha Malermana - recenzja książki i kilka słów o ekranizacji na Netflix. 🐦🎈#WBBINGO: https:// Nie otwieraj oczu: Barcelona – zwiastun i plakat. “Nie otwieraj oczu” – horror Netflixa sprzed 5 lat – zanosi się na początek zupełnie nowego uniwersum. Już niebawem w bibliotece serwisu znajdziemy jego europejski spin-off – “Nie otwieraj oczu: Barcelona”. Podążając za oficjalnym opisem: Producenci »Nie otwieraj oczu Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. JedenMalorie stoi w kuchni. ma wilgotne. Cała się trzęsie. Nerwowo stuka palcem u stopy w popękany kafelek. Jest wcześnie. Słońce chyba dopiero co wyjrzało zza horyzontu. Przygląda się, jak słabe światło przenika przez ciężkie kotary i odrobinę rozświetla czerń mgła, śpią w końcu korytarza pod drucianą siatką obleczoną czarnym materiałem. Możliwe, że słyszały, jak kilka chwil temu, na podwórzu, wpadła w desperację. Hałas, którego przy tym narobiła, musiał zostać wychwycony przez mikrofony, a potem dotrzeć do wzmacniaczy stojących tuż przy ich na swe dłonie i w świetle świecy zauważa na nich delikatny połysk. Tak, to wilgoć. To świeża poranna rosa na nich w kuchni, Malorie bierze głęboki wdech i zdmuchuje świecę. Rozgląda się dokoła po niewielkim pomieszczeniu, patrzy na zardzewiałe sprzęty i popękane naczynia. Na kartonowe pudełko, które służy jako kosz na śmieci. Na krzesła, co poniektóre poskładane do kupy za pomocą sznurka. Ściany są brudne. Widać na nich ślady dziecięcych stóp i dłoni. Ale są też i starsze plamy. Kolor przy podłodze w korytarzu odbarwił się, głęboka purpura z czasem zamieniła się w wyblakły brąz. To plamy z krwi. Dywan w salonie także jest poplamiony. Nieważne, jak bardzo starała się to wszystko wyczyścić. Nie ma środków, które dałyby temu radę. Dawno temu Malorie napełniła wiadra wodą ze studni i ubrana w kombinezon ochronny postanowiła wyczyścić wszystkie plamy w całym domu. Ale na nic to się zdało. Nawet po tych, które okazały się mniej oporne, zostały zacieki tej samej wielkości, robiące równie okropne wrażenie. Niektóre ślady w przedpokoju zakryła pudłem ze świecami. W salonie musiała ustawić kanapę pod dziwnym kątem, żeby zakamuflować dwa zacieki przypominające jej głowę wilka. Na drugim piętrze, obok schodów na poddasze, sterta zatęchłych płaszczy też kryje pod sobą purpurowe zadrapania, które ciągną się głęboko w dół ściany, poniżej poziomu podłogi. Kilka metrów dalej znajduje się najczarniejsza plama w całym domu. Dlatego Malorie w ogóle nie zapuszcza się w te rejony drugiego piętra. Nie może się przemóc, żeby tamtędy był to przytulny dom w miłej okolicy na przedmieściach Detroit. Czekał wtedy na rodzinę, która w nim zamieszka, i kusił poczuciem bezpieczeństwa. Nie wcześniej jak dziesięć lat temu jakiś agent nieruchomości z dumą pokazywał go przyszłym klientom. Jednak tego ranka okna domu zabite są deskami i zasłonięte kartonami. Nie ma bieżącej wody. Na blacie w kuchni stoi wielkie, drewniane wiadro. Cuchnie zgnilizną. Dzieci nie mają tradycyjnych zabawek. Muszą bawić się figurkami wystruganymi z kawałków krzeseł. Na drewnie namalowano małe buźki. Szafki w kuchni świecą pustkami. Na ścianach nie ma żadnych obrazów. Od drzwi wejściowych do sypialni na pierwszym piętrze biegną kable. Wzmacniacze informują Malorie i dzieci o każdym dźwięku dochodzącym z zewnątrz. Tak właśnie żyje ta trójka. Nie wychodzą z domu od długiego już czasu. A kiedy to robią, to tylko z zawiązanymi nigdy nie widziały zewnętrznego świata. Nawet przez okno. A Malorie nie widziała świata od czterech czterech jeszcze nie musi podejmować tej decyzji. W Michigan jest teraz październik. Jest zimno. Ponadtrzydziestokilometrowa podróż rzeką będzie dla dzieci zbyt trudna. Mogą okazać się na nią za małe. A co jeśli któreś z nich wpadnie do wody? Co wtedy zrobi Malorie, mając zawiązane oczy?Wypadek, myśli. Jakie to straszne. Po tych wszystkich przejściach, po tej całej walce o przetrwanie. Zginąć ot tak w spogląda na zasłony. I zaczyna płakać. Najchętniej nawrzeszczałaby na kogoś. Gdyby tylko był ktoś, kto chciałby jej wysłuchać. „To niesprawiedliwe”, powiedziałaby. „To zwykłe okrucieństwo”.Patrzy za siebie przez ramię. Na wejście do kuchni i na korytarz prowadzący do pokoju, w którym śpią dzieci. We framugach nie ma drzwi. Dzieci śpią głębokim snem, przykryte czarną tkaniną, schowane przed światłem i światem. Nawet nie drgną. Nie widać, żeby się obudziły. A jednak mogą się jej przysłuchiwać. Przez to nieustające wytężanie słuchu, przez to, że ciągle zwraca im uwagę, jakie to ważne, Malorie wydaje się, że poznają jej poczekać na lepszą pogodę, aż zrobi się cieplej, mogłaby jeszcze popracować nad łodzią. Mogłaby porozmawiać z dziećmi, dowiedzieć się, co one mają do powiedzenia. Ich uwagi mogą być cenne. Mają tylko cztery lata, ale są już bardzo dobrze wytrenowane w nasłuchiwaniu. Potrafią sterować łodzią z zasłoniętymi oczami. Bez nich Malorie nie dałaby sobie rady w podróży. Potrzebuje ich uszu. Może powinna skonsultować z nimi swoją decyzję? Może, choć to jeszcze małe dzieci, będą w stanie powiedzieć jej, kiedy nadejdzie najlepszy moment, żeby opuścić dom na zawsze?Malorie osuwa się na krzesło i walczy z napływającymi do oczu łzami. Nie ma na sobie butów, a jej palec u stopy ciągle uderza w wyblakłe linoleum. Powoli kieruje wzrok na schody prowadzące do piwnicy. Kiedyś rozmawiała tam o niejakim Donie z mężczyzną o imieniu Tom. Patrzy na zlew, gdzie kiedyś Don przynosił wiadra z wodą, trzęsąc się od panującego na zewnątrz chłodu. Pochyla się i spogląda na przedpokój, w którym niegdyś Cheryl szykowała jedzenie dla ptaków. Między Malorie a wejściowymi drzwiami znajduje się salon, ciemny i pogrążony w ciszy, pełen bolesnych wspomnień o zbyt wielu lata, myśli i chce walnąć pięścią w wie, że cztery lata mogą szybko zamienić się w osiem. A osiem w dwanaście. Wtedy dzieci staną się dorosłe. Będą dorosłymi, którzy nigdy nie widzieli nieba. Nigdy nie wyjrzeli przez okno. Co stanie się z ich umysłami po dwunastu latach życia w takich warunkach?Czy jest w tym jakiś sens, zastanawia się Malorie. Odkąd chmury na niebie stały się dziwnie nierealne, jedyny dom, jaki znają, jedyne, co daje im poczucie bezpieczeństwa, to czarne opaski, które noszą na głośno przełyka ślinę i wyobraża sobie, jak sama dalej wychowuje dzieci, jak one stają się w ogóle poradziłaby sobie z tym? Czy potrafiłaby chronić je przez kolejne dziesięć lat? Czy umiałaby opiekować się nimi do czasu, kiedy to one byłyby w stanie zaopiekować się nią? A przede wszystkim po co? Co im da ta ochrona, jakie życie je czeka?Jesteś złą matką, nie sprawi, że ujrzą bezkres nieba. Nie sprawi, że wybiegną swobodnie na dwór, na ulicę, poszwendać się po okolicy pełnej opuszczonych domów i zniszczonych samochodów. Nie sprawi, że choć raz zerkną na wszechświat, gdy zapada ciemność, a niebo nagle rozbłyskuje milionem je uratować, dać im życie niewarte widzi, że kotary nieco bardziej jaśnieją pod wpływem mętnego, zawiesistego światła. Jeśli na zewnątrz jest mgła, to nie potrwa długo. Więc jeśli ma jej pomóc, ukryć ją i dzieci w drodze nad rzekę, podczas gdy będą szli do łodzi, to musi natychmiast je obudzić, musi ręką w blat stołu, potem wyciera i wychodzi z kuchni, idzie na korytarz i wkracza do sypialni dzieci.– Chłopczyku! – krzyczy. – Dziewczynko! sypialni jest ciemno. Jedyne okno zasłonięte jest kocami, na tyle szczelnie, że słońce, nawet będąc w zenicie, nie ma żadnych szans, by się tu przedostać. Na podłodze leżą dwa materace, jeden po jednej, drugi po drugiej stronie pokoju. Ponad nimi czarne kopuły. Kiedyś druciana siatka podtrzymująca materiał okalała mały ogródek obok studni na tyłach domu. Lecz przez ostatnie cztery lata służy jako zbroja, chroni dzieci nie przed tym, by ktoś mógł je zobaczyć, ale przed tym, co one mogłyby ujrzeć. Malorie słyszy, że pod kopułami coś się poruszyło, klęka i luzuje siatkę przytwierdzoną do drewnianej podłogi gwoździami. Z kieszeni szybko wyciąga opaski na oczy. Dzieci są jeszcze zaspane, na ich twarzach widać zdziwienie.– Mamusia?– Wstawajcie. Szybko. Mamusia chce, żebyście się reagują błyskawicznie. Żadnego marudzenia ani narzekania.– Gdzie się wybieramy? – pyta wręcza jej kawałek materiału i mówi:– Załóż to. Idziemy nad biorą swoje opaski i mocno zawiązują wokół oczu czarną tkaninę. Każdy ruch mają wytrenowany. Eksperci… Jeśli w wieku czterech lat można w ogóle być ekspertem od czegokolwiek. Malorie pęka serce. To przecież tylko dzieci, powinny być ciekawe świata. Powinny zapytać ją, dlaczego dziś wybierają się nad rzekę. Gdzieś, gdzie jeszcze nigdy nie tego posłusznie wykonują jeszcze nie zakłada swojej opaski. Najpierw musi wyszykować dzieci.– Przynieś układankę – mówi do Dziewczynki. – I niech każde z was weźmie swój trudne do opisania podniecenie. Przypomina ono bardziej histerię. Przechodząc uważnie przez kolejne pokoje, Malorie dokładnie wszystko sprawdza. Niektóre drobiazgi mogą im się przydać. Nagle dociera do niej, że w ogóle nie jest przygotowana. Kompletnie traci poczucie bezpieczeństwa. Jakby ten dom i podłoga pod stopami nagle zniknęły, ona zaś została wystawiona na zło całego tego świata. A jednak siłą rozpędu trzyma się w myślach pomysłu z opaskami. Inne rzeczy, które spakowała, nie mają takiego znaczenia. Tak naprawdę jakikolwiek sprzęt domowy może posłużyć im za broń. Wie, że to opaski na oczy są ich najważniejszym orężem.– Pamiętajcie o kocach! – jak dwa maluchy szykują się do wyprawy. Potem wchodzi do ich pokoju, żeby im pomóc. Chłopiec, choć dość drobny jak na swój wiek, jest umięśniony i silny. Malorie jest z tego bardzo dumna. Malec zastanawia się, którą z dwóch koszul założyć na siebie. Obie są zresztą na niego za duże. Kiedyś, dawno, dawno temu, należały do kogoś dorosłego. Malorie decyduje za niego i patrzy, jak jego ciemna czupryna znika pod materiałem i znów pojawia się w otworze na głowę. Jest mocno podenerwowana, ale jednak zauważa, że Chłopiec podrósł trochę w ostatnim wygląda na swój wiek. Właśnie próbuje założyć przez głowę sukienkę, którą Malorie uszyła jej ze starych prześcieradeł.– Na zewnątrz jest zimno, Dziewczynko. Sukienka nie jest dobrym marszczy czoło. Jej blond włosy są w nieładzie, przecież dopiero co wstała z łóżka.– To założę jeszcze spodnie, Mamusiu. No i mamy nasze zalewa fala złości. Nie chce żadnego oporu. Nie teraz. Nawet jeśli Dziewczynka ma rację.– Żadnych sukienek na zewnątrz, puste galerie handlowe i restauracje, tysiące porzuconych pojazdów, zapomniane produkty na półkach w sklepach. Wszystko to wywiera presję, żeby zostać. Wszystko to przypomina, co może ich z szafy swój płaszcz. Jest w małej sypialni na końcu korytarza. Potem opuszcza pokój, wie, że po raz ostatni.– Mamusiu – mówi Dziewczynka, kiedy spotyka ją w korytarzu. – Będziemy potrzebować naszych trąbek rowerowych?Malorie bierze głęboki wdech.– Nie – odpowiada. – Przez cały czas będziemy trzymać się razem. Całą Dziewczynka wraca do sypialni, Malorie uświadamia sobie, jakie to żałosne, że trąbki rowerowe są dla dzieci największą atrakcją. Bawią się nimi od lat. Przez całe swoje życie. Trąbią nimi w salonie. A dźwięk ten potrafił doprowadzić Malorie na skraj wytrzymałości. Ale nigdy ich dzieciom nie zabrała. Nigdy ich nie schowała. Nawet na początku, gdy macierzyństwo było dla niej wielkim wyzwaniem. Nawet wtedy rozumiała, że w tym świecie wszystko, co wywołuje dziecięcy śmiech, jest jeśli dźwięk trąbek straszył Jak bardzo Malorie tęskni za tym psem! Na początku, gdy dzieci były jeszcze malutkie, a Malorie już snuła swoje wizje o przeprawie rzeką, Victor, owczarek rasy border collie, siedział obok niej w łodzi. Mógł ostrzec ją przed dzikimi zwierzętami. Mógł też odstraszyć potencjalnych napastników.– Dobra – mówi, opierając się swym wysportowanym ciałem o framugę drzwi do dziecięcej sypialni. – Jesteśmy gotowi. razy, w spokojne popołudnia czy burzliwe wieczory, Malorie mówiła dzieciom, że ten dzień nadejdzie. Tak, opowiadała im wcześniej o rzece. O wyprawie. Bardzo uważała, by nie nazywać wyprawy „ucieczką”. Nie zniosłaby, gdyby dzieci zaczęły uważać, że ich codzienność jest czymś, od czego trzeba uciec. Zamiast tego uczulała je, że nadejdzie taki poranek, gdy nagle je obudzi i zażąda, by spakowały się i opuściły swój dom na zawsze. Wiedziała, że wyczują każdy brak pewności siebie, tak jak potrafią usłyszeć pająka idącego po szybie zakrytej ciężkimi kotarami. W związku z tym przez lata Malorie zawsze miała naszykowany w kredensie prowiant, a gdy jedzenie psuło się, szykowała świeżą partię. W ten sposób chciała pokazać, że kiedyś, pewnego ranka, to wszystko, o czym im mówiła, faktycznie się wydarzy. „Widzicie”, mogłaby wtedy powiedzieć, nerwowo poprawiając zasłony. „Jedzenie jest częścią mojego planu”.I teraz właśnie nadszedł ten dzień, ten poranek. Godzina zero. i Dziewczynka stoją przed Malorie, a ona klęka, żeby sprawdzić ich opaski na oczy. Wszystko jest w porządku. W tejże chwili, patrząc to na jedną małą twarzyczkę, to na drugą, dociera do niej, że ich podróż naprawdę się zaczyna.– A teraz posłuchajcie mnie uważnie – zwraca się do dzieci i chwyta je za brody. – Dziś będziemy płynąć łodzią wzdłuż rzeki. Trochę to potrwa. Najważniejsze jest to, żebyście robili dokładnie to, co mówię. Zrozumiano?– Tak.– Tak.– Na zewnątrz jest zimno. Ale macie swoje koce. I swoje opaski na oczy. To wszystko, czego na razie potrzebujecie. Zrozumiano?– Tak.– Tak.– Pod żadnym, ale to żadnym pozorem nie możecie ściągnąć opasek. Jeśli któreś z was to zrobi, stanie się wam krzywda. Zrozumiano?– Tak.– Tak.– Potrzebuję waszych uszu. Musicie oboje nasłuchiwać najuważniej, jak tylko potraficie. Tego, co się dzieje w rzece, daleko poza nią i daleko poza lasem. Jeśli usłyszycie jakieś zwierzę, musicie mi od razu powiedzieć. Jeśli usłyszycie, że coś dzieje się w wodzie, też natychmiast mi mówicie. Zrozumiano?– Tak.– Tak.– Nie zadawajcie żadnych pytań, które nie mają nic wspólnego z naszą wyprawą. Ty będziesz siedział na dziobie – mówi do Chłopca i klepie go. Potem poklepuje Dziewczynkę i zwraca się do niej: – A ty zajmiesz pozycję z tyłu. Gdy dotrzemy do łodzi, posadzę was na właściwych miejscach. Sama usiądę na środku i będę wiosłować. Na łodzi nie wolno wam ze sobą rozmawiać, chyba że dotyczyć to będzie tego, co dzieje się w wodzie. Lub w lesie. Zrozumiano?– Tak.– Tak.– Nie zatrzymamy się ani razu, pod żadnym pozorem. To niemożliwe, dopóki nie dotrzemy do celu. Powiem wam, kiedy to nastąpi. Jeśli zgłodniejecie, weźcie jedzenie z tej podstawia sakwę pod ich dłonie, żeby mogły jej dotknąć.– Nie możecie zasnąć. Nie wolno wam zasnąć. Wasz słuch jest mi dziś tak potrzebny jak nigdy dotąd.– Bierzemy ze sobą mikrofony? – pyta Dziewczynka.– wydaje dyspozycje i patrzy to na jedną twarz z przewiązanymi oczami, to na drugą.– Gdy wyjdziemy z domu, złapiemy się za ręce i pójdziemy ścieżką do studni. Przejdziemy przez małą polanę w lesie za naszym domem. Ścieżka prowadząca do rzeki jest zarośnięta. Może się zdarzyć, że trzeba będzie puścić dłonie, żeby przejść. Wtedy macie złapać mnie lub siebie nawzajem za płaszcze. Zrozumiano?– Tak.– w ich głosie słychać strach?– Słuchajcie. Udajemy się w miejsce, gdzie żadne z was nigdy nie było. Znajduje się ono bardzo daleko, tak daleko od domu jeszcze nie byliście. Będą tam rzeczy, które zrobią wam krzywdę lub zrobią krzywdę mamusi, jeśli nie posłuchacie uważnie, co w tej chwili do was milczą.– Rozumiecie?– Tak.– dobrze je wyćwiczyła.– Dobrze – mówi, a w jej głosie słychać nutkę histerii. – Ruszamy. Ruszamy teraz. W ich głowy do swojego bierze dzieci za ręce. Szybko przechodzą przez dom. W kuchni, trzęsąc się z nerwów, Malorie wyciera oczy i wyciąga z kieszeni swoją opaskę. Zawiązuje ją ciasno z tyłu głowy na długich czarnych włosach. Zatrzymuje się, kładzie rękę na klamce, drzwi wychodzą wprost na ścieżkę, którą Malorie przechodziła, niosąc ze studni niezliczone wiadra obejść dom od tyłu. Rzeczywistość właśnie do niej dociera i z wolna zaczyna ją otwiera drzwi, do środka wpada zimne powietrze. Malorie robi krok naprzód, a oczyma wyobraźni widzi najgorsze scenariusze, zbyt straszne, żeby mówić o nich przy dzieciach. Zaczyna się jąkać, jej głos zamienia się w krzyk, gdy próbuje coś powiedzieć.– Złapcie mnie za ręce. bierze lewą rękę Malorie. Dziewczynka wsuwa swe małe paluszki do mają zasłonięte oczy. Wychodzą z znajduje się jakieś dwadzieścia metrów dalej. Małe kawałki drewna, kiedyś elementy ramy obrazu, wyznaczają drogę, wskazują odpowiedni kierunek. Dzieci czubkami butów dotykały tych desek niezliczenie wiele razy. Malorie kiedyś powiedziała im, że woda ze studni jest jedynym lekarstwem na wszystko. Dzięki temu, jak przypuszcza, dzieci podchodzą do studni z szacunkiem. Nigdy nie narzekały, gdy musiały razem z nią nosić gdy są właśnie obok studni, ziemia pod stopami jest wyboista. Jakby nienaturalna, miękka.– Tu jest polana – oznajmia dzieci ostrożnie. Druga ścieżka biegnie jakieś dziesięć metrów od studni. Wejście na nią jest wąskie, a potem ścieżka rozgałęzia się w lesie. Rzeka znajduje się niecałe sto metrów dalej. Gdy wchodzą do lasu, Malorie natychmiast puszcza ręce dzieci, żeby móc znaleźć niewielkie wejście na właściwą dróżkę.– Złapcie się mojego płaszcza!Maca gałęzie, aż w końcu znajduje przywiązaną do drzewa koszulkę, która wyznacza wejście. Sama ją tu zawiesiła jakieś trzy lata łapie za kieszeń jej płaszcza. Wyczuwa, że Dziewczynka trzyma się chłopca. Malorie podczas marszu nawołuje, ciągle pyta, czy trzymają się razem. Trzy gałęzie chłoszczą ją po twarzy. Ale nie reaguje na chwili docierają do miejsca, w którym Malorie wbiła kolejny drogowskaz w ziemię. Noga odłamana od kuchennego krzesła sterczy na środku ścieżki. Po to, żeby nie zabłądzili, żeby mogła na nią wpaść, żeby wskazywała znalazła cztery lata temu, była zacumowana zaledwie kilka domów dalej. Sprawdzała ją ponad miesiąc temu, ale ma nadzieję, że ciągle jest na swoim miejscu. Niemniej trudno w takiej sytuacji nie wyobrażać sobie najgorszego. Jeśli, na przykład, ktoś inny wziął łódkę? Jakaś inna kobieta. Podobna do Malorie. Też mieszkająca pięć domów stąd. Która również każdego dnia przez cztery lata zbierała się na odwagę, żeby uciec. Kobieta, która też kiedyś zsunęła się ze śliskiego brzegu i natknęła się na ostro zakończony, stalowy dziób łodzi, jej jedyny drażni zadrapania na twarzy Malorie. Dzieci nie żadne dzieciństwo, myśli i prowadzi maluchy w stronę nagle słyszy ją. Zanim jeszcze docierają do nabrzeża, Malorie słyszy, jak łódka kołysze się na falach. Zatrzymuje się i sprawdza opaski na oczach dzieci, poprawia je, mocniej zawiązuje. Prowadzi dzieci na myśli. Ciągle tu jak samochody zaparkowane przed domem na ulicy. Zupełnie jak opuszczone w sąsiedztwie się coraz chłodniej, wyszli już z lasu, są daleko od domu. Szum wody jest jednocześnie przerażający i ekscytujący. Malorie klęka w miejscu, gdzie, jak jej się wydaje, powinna być łódź. Puszcza ręce dzieci i próbuje namacać stalowy dziób. Jej palce najpierw znajdują linę, którą przycumowana jest łódka.– Chłopczyku – zarządza, ciągnąc lodowaty kadłub łódki w stronę kei. – Na dziób. Wskakuj na dziób. – Pomaga mu. Gdy Chłopiec łapie równowagę, ona bierze w dłonie jego buzię i przypomina: – Pamiętaj, wsłuchuj się w to, co dzieje się w wodzie i dokoła. Dziewczynce czekać na brzegu, a sama po omacku rozwiązuje cumę i ostrożnie siada na ławeczce pośrodku. Jeszcze na wpół stojąc, pomaga małej wejść na pokład. Nagle łódka gwałtownie się kołysze i Malorie chwyta Dziewczynkę bardzo mocno za rączkę. Ale mała nawet nie dnie łódki jest pełno liści, patyków, zebrała się też woda. Malorie grzebie w tym wszystkim, próbując znaleźć wiosła, które położyła z prawej strony. Wiosła są zimne. Mokre. Śmierdzą pleśnią. Wkłada je w stalowe wyżłobienia. Gdy próbuje jednym odbić się od brzegu, zauważa, że są ciężkie, solidne. I nagle…Nagle są już na jest spokojna. Ale słychać jakieś odgłosy. Coś rusza się w myśli, że to żaba. Ma nadzieję, że ten dźwięk zagłuszy ich żaba odchodzi.– Dzieci – mówi Malorie, ciężko oddychając. – końcu, po czterech latach oczekiwania, treningów i zbierania się na odwagę, Malorie odbija od pomostu, od brzegu, odpływa od domu, który przez szmat czasu dawał jej i dzieciom miesięcy przed narodzinami dzieci Malorie mieszka ze swoją siostrą Shannon w skromnym wynajętym domu z pełnym się tu trzy tygodnie wcześniej, pomimo wątpliwości ich znajomych. Obie, Malorie i Shannon, są bardzo inteligentne i towarzyskie, ale gdy przebywają razem, zaczynają sobie działać na nerwy, co świetnie było widać już w dniu, gdy wnosiły swoje pudła do nowego domu.– Przemyślałam to i uważam, że lepiej będzie, jeśli to ja wezmę większą sypialnię – oznajmiła Shannon, stojąc na półpiętrze. – Szczególnie że mam większą komodę.– Oj, przestań – odpowiedziała Malorie, niosąc skrzynkę po mleku wypełnioną nieprzeczytanymi książkami. – Ten pokój ma lepsze debatowały na ten temat przez długi czas, wciągając w swoje potyczki rodzinę i przyjaciół, aż pierwszego popołudnia doszło do sprzeczki. W końcu Malorie zgodziła się na rzut monetą. Skończyło się wygraną Shannon, choć Malorie i tak jest przekonana, że padła ofiarą Malorie nie myśli jednak o drobnostkach, które robi jej siostra, a które doprowadzają ją do szaleństwa. Dziś nie chodzi za Shannon i nie sprząta, nie zamyka za nią szafek kuchennych, nie zbiera porozrzucanych w korytarzu swetrów i skarpet. Nie stosuje biernego oporu i nie kręci głową, gdy uruchamia zmywarkę lub przesuwa nierozpakowane pudła ze środka salonu. Dziś stoi przed lustrem w łazience na pierwszym piętrze, jest naga i bacznie obserwuje swój już, że spóźniał ci się okres, wmawia to marne pocieszenie, biorąc pod uwagę, że minęło kilka tygodni. Poza tym wie, że powinni z Henrym Martinem bardziej włosy sięgają jej do ramion. Usta lekko wykrzywiają się w wyrazie troski pomieszanej z ciekawością. Kładzie rękę na płaskim brzuchu i powoli kiwa głową. Nie ma co się oszukiwać, CZUJE, że jest w ciąży.– Malorie! – krzyczy do niej z salonu Shannon. – Co ty tam robisz tyle czasu?Malorie nie odpowiada. Obraca się to w jedną, to w drugą stronę, przechyla głowę. W bladym łazienkowym świetle jej niebieskie oczy wydają się szare. Opiera dłoń o różową umywalkę i wygina plecy. Chce sprawić, żeby brzuch wyglądał na jeszcze bardziej płaski, jakby to miało zaprzeczyć temu, że rozwija się w nim nowe życie.– Malorie! – woła znów Shannon. – W telewizji nadają kolejny reportaż! Tym razem coś wydarzyło się na słyszy siostrę, ale to, co dzieje się na świecie, niewiele ją w tej chwili cały internet żyje historią, która została nazwana „Raportem z Rosji”. Dotyczyła człowieka, który podróżował jako pasażer ze znajomym kierowcą ciężarówki. Nagle, na autostradzie na obrzeżach Petersburga, poprosił, by tamten zjechał na pobocze, po czym zaatakował go, dosłownie zdrapując mu usta z twarzy paznokciami. Następnie za pomocą piły stołowej, którą wziął z paki cieżarówki, odebrał sobie życie. Makabryczna historia. Choć Malorie uważała, że to właśnie za sprawą internetu pojedynczy incydent urósł niepotrzebnie do rangi sensacji. Tyle że chwilę później doszło do kolejnego zdarzenia. Podobne okoliczności. Tym razem w Jakucku, prawie pięć tysięcy kilometrów na wschód od Petersburga. Pewna matka, powszechnie uznawana za zdrową na umyśle, zakopała żywcem swoje dzieci w ogródku, a potem popełniła samobójstwo, używając do tego ostrych krawędzi potłuczonych naczyń. Następnie wypłynęła trzecia sprawa, też z Rosji, z Omska, ponad trzy tysiące kilometrów na południowy wschód od Petersburga. Natychmiast stała się najpopularniejszym tematem we wszystkich mediach społecznościowych. Tym razem ukazał się film wideo. Malorie była w stanie obejrzeć go tylko do pewnego momentu. Był na nim mężczyzna z siekierą, całą brodę umazaną miał we krwi. Próbował zaatakować człowieka stojącego za kamerą. I w końcu mu się to udało… Ale na to Malorie nie mogła już patrzeć. Postanowiła też nie interesować się dłużej tymi sprawami. Lecz Shannon, ze skłonnościami do dramatyzowania, nalegała na śledzenie wszelkich wstrząsających doniesień.– Tym razem Alaska – komentuje Shannon, stojąc pod drzwiami łazienki. – To wydarzyło się w Stanach, Malorie!Blond włosy Shannon zdradzają fińskie korzenie ich matki. Malorie jest bardziej podobna do ojca: silna, z głęboko osadzonymi oczami i jasną, gładką skórą. Typ północny. Wychowały się na Górnym Półwyspie w Michigan i obie marzyły, żeby przenieść się na południe stanu, bliżej Detroit, gdzie, jak sobie wyobrażały, tętniło życie towarzyskie i kulturalne, było więcej możliwości zawodowych i wielu ostatni aspekt nie okazał się zbyt prawdziwy w przypadku Malorie, przynajmniej dopóki nie poznała Henry’ego Martina.– Niech to szlag – wrzeszczy Shannon. – Wygląda na to, że był też jakiś incydent w Kanadzie. To się staje coraz poważniejsze, Malorie. Co ty tam robisz?Malorie odkręca kran i pozwala, by zimna woda spływała jej po palcach. Lekko ochlapuje sobie twarz. Patrzy w lustro, myśli o rodzicach, którzy ciągle mieszkają na Górnym Półwyspie. Nawet nie słyszeli o Henrym Martinie. Nawet ona nie rozmawiała z nim od czasu tej jednej jedynej upojnej nocy. A teraz, proszę, prawdopodobnie skazała się na niego na drzwi do łazienki otwierają się. Malorie chwyta za ręcznik.– Jeeezu, Shannon.– Słyszałaś, co do ciebie mówię? Wszystkie media o tym trąbią. Ludzie zaczynają mówić, że chodzi o zobaczenie czegoś. Czy to nie dziwne? Właśnie słyszałam w CNN, że jedna rzecz łączy wszystkie te wypadki. Wszystkie ofiary musiały coś zobaczyć, zanim przystąpiły do ataku, a potem odebrały sobie życie. Wyobrażasz to sobie? Wyobrażasz?Malorie odwraca się powoli w stronę siostry, a jej twarz pozostaje bez wyrazu.– Hej, wszystko okej, Malorie? Jakoś źle zaczyna płakać. Przygryza dolną wargę. Niby złapała ręcznik i się nim zakryła, ale wciąż stoi przed lustrem i patrzy na swój brzuch. Shannon szybko orientuje się, o co chodzi.– O cholera – mówi. – Myślisz, że możesz być…Malorie potakuje głową. Siostry robią krok w swoim kierunku. Otacza je róż łazienki. Shannon przytula Malorie, klepie ją po plecach, stara się ją pocieszyć.– Już dobrze. Nie panikuj. Trzeba zrobić test. To przecież się robi w takiej sytuacji. Okej? Nie martw się. Założę się, że większość ludzi martwi się na zapas, zanim zrobią test, a potem się okazuje, że to fałszywy nie odpowiada. Bierze tylko głęboki wdech.– Okej – ciągnie dalej Shannon. – daleko sięga ludzki słuch?Wiosłowanie z zawiązanymi oczami jest o wiele trudniejsze, niż Malorie to sobie wyobrażała. Już wiele razy łódka wpadała na brzeg, utykając tam na kilka minut. W tym czasie Malorie nachodziły niezliczone wizje, w których niewidzialna dłoń sięga w stronę opasek na oczach dzieci. Jej palce co chwila zanurzały się w wodzie i mule, w miejscu, gdzie woda styka się z brzegiem. Dzieci ani razu nie krzyknęły, ani razu się nie poskarżyły. Są na to zbyt ale jak daleko sięga ludzki słuch?Chłopiec pomógł uwolnić łódkę. Wstał i odpychał się od omszałego pnia drzewa, więc teraz Malorie może znów wiosłować. Mimo napotkanych problemów wydaje się jej, że odpłynęli jednak spory kawałek. To daje jej energię do działania. W koronach drzew zaczęły śpiewać ptaki, co oznacza, że słońce już wzeszło. Słychać szelest liści, więc gdzieś tam, w lesie, poruszają się zwierzęta. Z wody wyskoczyła ryba, powodując plusk, który zmroził krew w żyłach Malorie. To wszystko jedynie słyszy. Nic z tego nie może urodzenia szkoliła dzieci, jak rozróżniać odgłosy pochodzące z lasu. Gdy były jeszcze niemowlętami, zawiązywała im na oczach koszulki i zanosiła na skraj lasu. I choć wiedziała wtedy, że są jeszcze za małe, by cokolwiek pojąć, opisywała im dźwięki lasu.– To szelest liści – opowiadała. – A to było jakieś małe zwierzątko, może zawsze przestrzegała maluchy, że mogłoby to być coś o wiele niebezpieczniejszego. Niebezpieczniejszego nawet niż niedźwiedź. W tamtym czasie, ale też i później, gdy dzieci były już na tyle duże, żeby się czegoś nauczyć, Malorie próbowała wyćwiczyć u siebie to samo co u malców. Wiedziała jednak, że nigdy nie osiągnie takiego poziomu jak one. Miała dwadzieścia cztery lata i dopiero w tym wieku nauczyła się odróżniać za pomocą słuchu kroplę deszczu od kapiącego kranu. Jej wychowanie oparte było na możliwościach wzroku. Czy wobec tego była złą nauczycielką? Gdy przynosiła do domu liście i dzieci z zakrytymi oczami musiały odróżnić, kiedy depcze liście, a kiedy gniecie je w dłoniach? Czy te jej lekcje były w ogóle coś warte?Jak daleko sięga ludzki słuch?Wie, że Chłopiec lubi ryby. Malorie, za pomocą zardzewiałej wędki zrobionej z parasola znalezionego na poddaszu, często zławiała jakąś w rzece. Potem, już w kuchni, Chłopiec uwielbiał obserwować, jak ryby pluskają się w wiadrze. Bardzo lubił też je rysować. Malorie pamięta, jak wydawało się jej, że powinna złapać wszystkie bestie żyjące na tej planecie, żeby tylko dzieci mogły zobaczyć, jak każda z nich wygląda. Nie miały na to przecież żadnej innej szansy. Co Dziewczynka sądziłaby o lisie? Albo o szopie? Nawet samochody znały tylko z opowieści i nieudolnych rysunków Malorie. Furgonetki, krzewy, ogrody, fronty sklepów, budynki, ulice i gwiazdy. Dlaczego? Musiała odtworzyć im cały świat. Ale najwięcej opowiadała im o rybach. Chłopiec to gdy płyną rzeką i słyszą plusk, Malorie boi się, żeby w Chłopcu nie zwyciężyła ciekawość i żeby nie zdjął swojej daleko sięga ludzki słuch?Malorie chce, żeby dzieci nasłuchiwały, co dzieje się w drzewach, wsłuchiwały się w wiatr, w brud na brzegach, żeby usłyszały wszystkie żywe jest jak amfiteatr, myśli Malorie i jest też muszą nie potrafi odpędzić myśli, w których z mroku wynurzają się ręce, łapią dzieci za głowy i specjalnie ściągają z ich oczu jedyne prawdziwe ciężko i cała zlana jest się, żeby ludzki słuch sięgał na tyle daleko, by zapewnić im prowadzi. Jadą jej samochodem, fordem fiestą z 1999 roku, bo jest w nim więcej paliwa. Odjechały jedynie niecałe pięć kilometrów od domu, a już da się zauważyć, że wiele się zmieniło.– Patrz! – mówi Shannon, pokazując na niektóre domy. – W oknach wiszą próbuje skupić się na tym, co mówi Shannon, lecz myśli krążą wokół jej brzucha. Martwi ją rozdmuchany przez media „Raport z Rosji”, ale nie traktuje go tak poważnie jak siostra. W sieci jest też wielu sceptyków, takich jak Malorie właśnie. Czyta różne blogi, a szczególnie jeden, Ludzie to głupcy, na którym można zobaczyć najprzeróżniejsze środki ostrożności, jakie podejmują, a do obrazków zawsze dodany jest jakiś zabawny komentarz. Gdy Shannon na zmianę pokazuje domy i zasłania oczy, Malorie przychodzi do głowy jeden z postów. Widać na nim kobietę, która wiesza w oknie koc. Napis pod spodem głosi: „Kochanie, a może przeniesiemy tu nasze łóżko?”.– Wyobrażasz sobie coś takiego? – ciągnie w milczeniu kiwa głową. Skręca w lewo.– No błagam cię – naciska dalej Shannon. – Chyba sama przyznasz, że robi się coraz część Malorie zgadza się z tym. Robi się ciekawie. Chodnikiem właśnie idzie para zasłaniająca twarze gazetami. Niektórzy kierowcy mają odwrócone boczne lusterka. Z właściwym sobie dystansem Malorie zastanawia się, czy ludzie zaczynają wierzyć, że coś im grozi. A jeśli tak, to co?– Nie rozumiem – odzywa się Malorie, trochę po to, by odsunąć od siebie dręczące ją myśli, a trochę dlatego, że cała ta sprawa naprawdę zaczyna ją nieco interesować.– Czego nie rozumiesz?– Czy ludzie uważają wyglądanie na zewnątrz za niebezpieczne? W ogóle patrzenie gdziekolwiek?– Tak – odpowiada Shannon. – Dokładnie tak uważają. Przecież ciągle ci to zawsze miała skłonności do dramatyzowania, myśli sobie Malorie.– Ale przecież to istne szaleństwo. Popatrz na tego faceta!Shannon patrzy w kierunku, w którym wskazuje Malorie. Potem odwraca wzrok. Mężczyzna w eleganckim garniturze idzie z laską dla niewidomych. Ma zamknięte oczy.– Już nikt się nie wstydzi takiego zachowania – odpowiada Shannon i spogląda na swoje buty. – Do tego już podjeżdżają do apteki, Shannon podnosi rękę i zakrywa oczy. Malorie rozgląda się po parkingu i widzi, że inni robią to samo.– Boisz się, że coś zobaczysz? – pyta.– Nikt jeszcze nie zna odpowiedzi na to widziała duże żółte logo apteki z milion razy, ale dziś jakoś wyjątkowo ją to idziemy kupić twój pierwszy test ciążowy, myśli, wysiadając z przecinają parking.– Wydaje mi się, że powinny być w dziale leków – szepce Shannon i otwiera drzwi do apteki, ciągle zasłaniając oczy.– Shannon, idzie do działu planowania rodziny. Na półce są testy różnych marek. First Response, Clearblue Easy, New Choice oraz sześć innych.– Jest ich zdecydowanie za dużo – mówi Shannon i bierze jeden z półki. – Już nikt nie używa prezerwatyw?– Który mam wybrać?Shannon wzrusza ramionami.– Ten wygląda równie dobrze jak w alejce obok otwiera pudło z bandażami. Jednym z nich przewiązuje sobie podchodzą z wybranym testem do kasy. Akurat pracuje Andrew, który jest rówieśnikiem Shannon i kiedyś zaprosił ją na randkę. Malorie chce już mieć jego docinki za sobą.– Co za niespodzianka – mówi Andrew i skanuje małe pudełeczko.– Zamknij się – odpowiada Shannon. – To dla naszej suczki.– O proszę, macie psa?– Owszem. – Shannon odbiera torebkę z zakupem. – I jest bardzo popularna w do domu jest dla Malorie prawdziwą torturą. Plastikowy pakunek leżący między siedzeniami sugeruje, że jej życie się zmieniło, właściwie już bezpowrotnie.– Patrz. – Shannon wystawia rękę przez okno samochodu, tę samą, której zazwyczaj używa do zasłaniania powoli do znaku stop. Przed domem na rogu zauważają kobietę, która weszła na drabinkę i przybija kołdrę, żeby zasłonić okna werandy.– Gdy wrócimy, zrobię to samo – oznajmia Shannon.– Proszę cię…Ich ulica, na której zazwyczaj bawiły się dzieci sąsiadów, jest teraz pusta. Nie ma niebieskiego, oblepionego naklejkami rowerka trójkołowego, nie ma kijów do są już w domu, Malorie idzie do łazienki, a Shannon od razu włącza telewizor.– Wydaje mi się, że musisz na to nasikać, Malorie! – krzyczy łazience do Malorie docierają nowe pod drzwiami pojawia się Shannon, Malorie już od jakiegoś czasu wpatruje się w różowy pasek i potrząsa głową.– O kurczę – kwituje Shannon.– Muszę zadzwonić do mamy i taty – mówi Malorie, a jej cząstka już zaczyna mobilizować się do działania. Dobrze wie, że choć jest singielką, urodzi to dziecko.– Przede wszystkim to musisz zadzwonić do Henry’ego Martina – sugeruje rzuca szybkie spojrzenie w stronę siostry. Bo Henry Martin nie odegra większej roli w wychowaniu tego dziecka. Jest o tym przekonana. I w jakiś sposób Malorie już to zaakceptowała. Siostry wchodzą razem do salonu, gdzie przed telewizorem piętrzą się pudła z nierozpakowanymi rzeczami. Trwa transmisja z jakiegoś pogrzebu. Dziennikarze CNN prowadzą na jego temat dyskusję. Shannon podchodzi do odbiornika i ścisza go. Malorie siada na kanapie i dzwoni do Henry’ego Martina ze swojej nie odbiera. Więc Malorie wysyła do niego wiadomość:„Pilna sprawa. Oddzwoń do mnie jak najszybciej”.Nagle Shannon podrywa się z kanapy i zaczyna wrzeszczeć:– Widziałaś, Malorie? Był incydent w Michigan! Wydaje mi się, że wspomnieli o Górnym Półwyspie!Teraz Malorie zaczyna myśleć o rodzicach. Gdy Shannon znów robi głośniej, siostry dowiadują się, że w miasteczku Iron Mountain znaleziono parę staruszków powieszonych na drzewie niedaleko lasu. Reporter mówi, że powiesili się na własnych dzwoni do matki, która odbiera telefon po dwóch sygnałach.– Malorie.– Mamo.– Pewnie dzwonisz z powodu tego, co mówią w wiadomościach?– Nie, nie dlatego. Jestem w ciąży, mamo.– Na miłość boską, Malorie. – Matka milknie na chwilę, a Malorie słyszy, jak gdzieś w tle gra telewizor. – Czy to jakiś poważny związek?– Nie, to stoi teraz centralnie przed telewizorem. Ma szeroko otwarte oczy. Wskazuje na odbiornik, jakby chciała przypomnieć Malorie, co jest teraz najważniejsze. Matka nadal milczy.– Dobrze się czujesz, mamo?– No cóż, teraz bardziej martwię się twoim stanem, kochanie.– Tak. Trochę zły czas.– W którym miesiącu jesteś?– Myślę, że to piąty tydzień. Może szósty.– I chcesz zatrzymać to dziecko? Już podjęłaś decyzję?– Tak. To znaczy, dopiero się dowiedziałam… Kilka minut temu… Ale tak, zamierzam je urodzić.– Czy ojciec dziecka już wie?– Napisałam do niego. I jeszcze będę dzwonić. – Malorie przerywa, ale po chwili mówi dalej: – Mamo, czy czujesz się tam bezpieczna? Czy wszystko jest w porządku?– Nie wiem, po prostu nie wiem. Nikt tu nic nie wie i wszyscy bardzo się boją. Ale ja teraz bardziej martwię się o ekranie jakaś kobieta, przy pomocy diagramu, tłumaczy przebieg wydarzeń. Rysuje linię biegnącą od lokalnej drogi, gdzie porzucono samochód staruszków. Matka Malorie mówi właśnie, że zna kogoś, kto znał tych ludzi.– Mieli na nazwisko Mikkonen – w telewizji stoi teraz na czymś, co przypomina zakrwawioną trawę.– Boże – wzdycha Shannon.– Och, jak bardzo chciałabym, żeby wasz ojciec był w domu – skarży się matka. – A do tego ty jesteś teraz w ciąży… Och, Malorie…Shannon wyrywa siostrze telefon. Pyta matkę, czy zna więcej szczegółów na temat tej sprawy. Co mówią okoliczni mieszkańcy? Jak ludzie próbują się zabezpieczać?Gdy Shannon prowadzi ożywioną rozmowę przez telefon, Malorie wstaje z kanapy. Podchodzi do drzwi wejściowych i otwiera na ulicę i myśli: Na ile to wszystko jest niebezpieczne?Na podwórkach nie ma żadnych sąsiadów. W oknach domów nie widać żadnych twarzy. Właśnie przejeżdża jakiś samochód, ale Malorie nie widzi twarzy kierowcy, ponieważ ten zasłania się trawniku przed ich domem leży poranna gazeta. Malorie podchodzi do niej. Pierwsza strona informuje o rosnącej liczbie wypadków. Nagłówek głosi: „Kolejny incydent”. Ale Shannon już pewnie opowiedziała jej wszystko to, co jest w gazecie. Malorie podnosi czasopismo i przegląda. Jej uwaga skupia się nagle na ostatniej do zakupu pełnej wersji książki O filmie Nie Otwieraj Oczu pisaliśmy już kilkukrotnie. Ale czy zastanawialiście, jak właściwie wyglądały istoty, przez które ludzie masowo popełniali samobójstwa? Rzeźbiarz i makijażysta, Andy Bergholtz, który pracował przy najnowszej produkcji Netflix, opublikował na swoim Instagramie kilka zdjęć, pokazujących, jak miały wyglądać filmowe potwory. Oczywiście są to jedynie przykłady, ponieważ każda ofiara zobaczyła inną postać, która była wytworem ich wyobrazi i przyczyną posunięcia się do odebrania sobie życia. Projekty potworów nie ujrzały światła dziennego w filmie, a rzeźbiarz skomentował to następująco: Pamiętajcie, że te fatalne wizje, dla każdego z bohaterów filmu mogły być inne, zrozumiecie, gdy zobaczycie film. Czy tak sobie je właśnie wyobrażaliście? Czytaj również: Millenialsi nie wiedzą kto to Sandra Bullock. Nazywają ją „laską z filmu Nie Otwieraj Oczu” Witam! W ciągu dnia nie mam problemu, ale w nocy, albo rano nie mogę otworzyć oczu, muszę je lekko ucisnąć albo przetrzeć i wtedy mogę otworzyć bez problemu. Odczuwam taką sytuację od 2 tygodni. Co robić? KOBIETA, 63 LAT ponad rok temu Medycyna rodzinna Pierwsza pomoc - resuscytacja Lek. Krzysztof Szmyt 79 poziom zaufania Witam. Szanowna Pani, problem może być związany ze zbierającą się np. wydzieliną w czasie gdy oczy są zamknięte. Jednakże, zalecam wizytę u lekarza okulisty (bez skierowania można się uda) w celu dokonania dokładnego badania. Pozdrawiam 0 redakcja abczdrowie Odpowiedź udzielona automatycznie Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych znajdziesz do nich odnośniki: Dlaczego ropieją mi oczy w nocy – odpowiada Lek. Dorota Kinga Stepczenko-Jach Problem z wydzieliną z oczu u 28-latki – odpowiada Lek. Izabela Lenartowicz Zaropiałe oczy – odpowiada Redakcja abcZdrowie Problem z zamykaniem oczu wieczorem i otwieraniem rano – odpowiada Lek. Dorota Kinga Stepczenko-Jach Problemy z otwarciem oczu po śnie – odpowiada Lek. Rafał Jędrzejczyk Ropienie oczu - czy mogę być na coś chora? – odpowiada Redakcja abcZdrowie Wydzielina w wewnętrznych kącikach oczu – odpowiada Lek. Rafał Jędrzejczyk Co powoduje i jak leczyć przekrwienie oczu? – odpowiada Lek. Dorota Kinga Stepczenko-Jach Wykrycie astygmatyzmu a noszenie okularów korekcyjnych – odpowiada Lek. Krzysztof Szmyt Przekrwione białko oczu – odpowiada Lek. Tomasz Budlewski artykuły Okulista - czym się zajmuje i co leczy? Jak wygląda badanie? Okulista jest specjalistą, który leczy i diagnozuj Podstępna choroba ujawniła się, kiedy miał 6 lat. Swoich medali z mistrzostw nigdy nie zobaczy U Aleksandra Kossakowskiego w wieku 6 lat zdiagnoz Skierowania do okulisty nie zmniejszyły kolejek Miało być lepiej, a wyszło jak zawsze. Okazuje się Ten rok obfitował w świetne horrory. Wiosną wszystkich zaskoczyło „Ciche miejsce”, które poprzez świetne operowanie napięciem stało się kulturowym fenomenem. Latem do kin zawitało „Dziedzictwo. Hereditary”, które zmiotło konkurencję metafizycznym podejściem do gatunku. Netflix również postanowił mieć w swojej ofercie horror z wyższej półki, ale kompletnie zapomniał, że oprócz świetnego pomysłu należy wiedzieć w jaki sposób przedstawić go światu. Dwudziestego pierwszego grudnia na platformie pojawił się film „Nie otwieraj oczu”, który poprzez powielanie schematów, śmiało może konkurować w walce o tytuł najmniej angażującego thrillera w historii. Już pewnie słyszeliście masę porównań omawianej produkcji do „Cichego Miejsca” Johna Krasinskiego – są one ciut na wyrost. Poza podobnym konceptem historii, filmów nie łączy praktycznie nic. Na świecie dochodzi do tajemniczej fali samobójstw wywoływanych przez nieznaną siłę. Ludzie nie mając pojęcia co się dzieje tworzą enklawy aby przetrwać. W tym nieprzyjaznym środowisku musi przetrwać ciężarna Malorie (Sandra Bullock), która przez sytuację, w której się znalazła musi uratować nie tylko siebie, lecz także dzieci. To ogromna odpowiedzialność, a Malorie jest świetną matką. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie decyzje podejmowane przez innych bohaterów filmu. Są oni mieszanką kompletnego przerysowania. Na ekranie widzimy technologicznego geeka, narkomana, młodą policjantkę, pracownika sklepu, głupiutką blondyneczkę i pracownika pobliskiego supermarketu. W połączeniu tworzą zbitą masę, która bardziej przypomina grupę komików niż walczących o przerwanie ludzi. Aktorzy próbują zrobić wszystko, aby z marnego scenariusza wycisnąć wszystko co najlepsze, lecz niestety to się nie udaje. Obsada zagrała świetnie, ale poprzez wszechobecną głupotę dociera do nas jedynie półprodukt. Na drugim końcu skali znalazły się zdjęcia. Operatorzy świetnie ukazują pustkę postapokaliptycznego świata. Wszechobecne zbliżenia na twarze dodają produkcji wrażenie osaczenia, dzięki którym widz dobrze wczuwa się w klimat filmu. Niestety pozytywne wrażenie zostaje zatarte przez reżyserię, która z wyczuciem cepa próbuje wmówić nam najbardziej irracjonalne wydarzenia. W filmie Susanne Bier nie zabrakło elementów typowych dla horroru – bohaterzy pchają się w najbardziej niebezpieczne miejsca bez żadnego przygotowania, podejmują irracjonalne decyzje, a żadna śmierć członka grupy odpowiednio nie wybrzmiewa. Ogląda się to z trudem bez żadnego emocjonalnego zaangażowania. „Nie otwieraj oczu” od początku nie wie jakim filmem chce być. Elementów horroru jest tu bardzo mało, jako thriller również się nie sprawdza przez brak napięcia, a science fiction tu zawarte, wygląda jak swoja własna parodia. Marne efekty specjalne są bardzo sprawnie ukryte, lecz ich jakość nie powinna nikogo dziwić – budżet produkcji to tylko dwadzieścia milionów dolarów. Niestety Netflix coraz częściej zawodzi i staje się masówką. Platforma do niedawna kojarzona z jakością swoimi ”filmami oryginalnymi” skutecznie odstrasza wymagających widzów. Obejrzenie „Nie otwieraj oczu” było dla mnie jak zderzenie z rozpędzonym pociągiem. Nie spodziewałem się, że będzie to dzieło niekompletne, puste w swoim przekazie i za wszelką cenę próbujące wybić się na sukcesie innej produkcji. Jest to cheapquel w czystej postaci. Autor grafiki tytułowej – Brit Sigh – Post navigation Akcja "Nie otwieraj oczu" rozgrywa się głównie w domu, choć treść nie oscyluje wokół "dziania się", a oddziaływania na czytelnika poprzez budowane napięcie wywołane przez podejrzliwość bohaterów względem siebie albo za sprawą przymusu chwilowego opuszczania domu, gdzie poza murami czai się co zagraża nie może być zobaczone, a ci którzy ujrzeli przypłacili ten fakt życiem. Mamy więc do czynienia z istotami niewiadomego pochodzenia, które powodują u ludzi rodzaj szaleństwa doprowadzającego do samobójstwa. Alternatywa wydaje się być prosta: nie patrzeć na nie. Zawiązane przepaski na oczach, gdy tylko trzeba opuścić bezpieczne miejsce oraz przysłonięte cały czas okna. Pozostaje pytanie: jak długo można tak przeżyć? Czy będąc w grupie potrafimy się zdyscyplinować, by wszystkim zagwarantować bezpieczeństwo? I czy istoty, których nie można zobaczyć są formą cielesną, czymś materialnym czy raczej zbiorową halucynacją wywołaną neurotoksyną? A może tam nie ma niczego konkretnego? Są tylko ludzie, którzy swoim lękom przypisują zbyt wielką wagę i zalewa ich niewyobrażalna fala nieszczęścia. I jak kafelki domina pogrążają się w nicości jedno po drugim tworząc realnym zbiorowe tak konstruuje opis wydarzeń, że to co zaczyna najmocniej oddziaływać na czytelnika w trakcie lektury to przede wszystkim własna wyobraźnia. Wkrada się odczuwanie naskórkowe, gdy przechodzą ciarki po ciele, odczuwamy lekkie muśnięcie wiatru bądź własny oddech oraz wrażenia słuchowe, które stają się nagle na tyle wzbogacone, jakbyśmy jednocześnie słyszeli to co dzieje się w zakamarkach naszego domu i na stronach książki. Autor udowadnia, że nie ma potrzeby rzucania flakami, niefortunnego rozlewania krwi, a nawet stawiania bohaterów oko w oko z tym czymś, żeby odczuwać realne zagrożenie. Bardzo się cieszę, że nie jest to kolejna książka o potworach typu zombie i powstawaniu raz po raz tych, którzy powinni już nie widząc zagrożenia nie panikujemy, bardziej skupiamy się na wewnętrznym odczuwaniu i odbieraniu otoczenia poprzez zmysł słuchu i dotyku. Wzrok przekłamuje. W tym wypadku niesie również śmierć. Wyeliminowanie obrazu oczyszcza pole i pozwala się skupić na istocie zagadnienia - przetrwaniu. Czytelnikowi daje to też możliwość skupienia się na własnej wrażliwości i postrzeganiu planu pod różnym kątem. "Nie otwieraj oczu" posiada zarówno zalety, jak i wady, a na którą szalę przechyli się ostatecznie wynik będzie zależeć od tego, na ile bogatą wyobraźnię posiada czytelnik. I mimo iż lektura nie jest podzielona na części, w końcu teraźniejszość przeplata się z niedaleką przeszłością, to dla mnie treść wizualizuje się jako dwa odrębne obrazy: czas szaleństwa, gdy wybuchła panika, ludzie giną na potęgę i czas względnego spokoju, gdy główna bohaterka jest z dziećmi i próbuje przeżyć w swoim mikroświecie. Oczywiście spokój w tym wypadku będzie pozorny i bardziej odnosić się może do wyciszenia eskalacji samobójstw niż do zerwania z ustalonym porządkiem trzymania się za zasłoną i nie patrzenia na to, co prowadzi do to co mnie drażniło, to odniesienie do wytrenowania dzieci. Jest czystym absurdem, by dzieci już w wieku czterech lat tak dobrze rozumiały świat poznawany za pomocą dźwięków i w dodatku opisywały go z łatwością nastolatka. Powiedzmy, że jest to owoc eksperymentu i ciągłego ćwiczenia dzieci, ale każmy trzylatkowi skupić się na czymś dłużej, zmuśmy go do wałkowania tematu w kółko. Nie ma mowy. Bez względu na zagrożenie, jakiego stale jest świadoma matka, te maluchy nie byłyby w stanie wykonać powierzonego im zadania. A trudno pominąć ten element opowieści skoro przypisuje mu się wysoką rangę w odniesieniu do przetrwania tych, co zakończenie może być w naszym odczuciu dobre i spełniać funkcję, jak i stać się frustrującym rozczarowaniem, bo nie przynosi jednoznacznie wiążących odpowiedzi. Dla mnie zastosowany koncept idealnie wpasowuje się w całą opowieść, której nagłe rozpoczęcie szaleństwa zmierza ku unicestwieniu ludzkości, a jednocześnie zakończenie jest światełkiem w tunelu. Fabularnie finał jest otwarty, więc być może Autor podejmie się w najbliższej przyszłości kontynuacji. Dla mnie była by to przyjemność móc po raz kolejny spędzić noc w atmosferze przesyconej niepokojem, lękiem, ale też ciekawością.

nie otwieraj oczu co to za istoty